Twórca Fallouta, Tim Cain, opisał, jak wyglądał jego typowy dzień podczas tworzenia pierwszej części serii. Podkreślił, że długie, 12‑godzinne zmiany i pracujące weekendy nie były efektem nacisku, lecz czystej pasji do projektu.
Jak wyglądał typowy dzień w pracy? Poranek zaczynał się o szóstej
Cain opowiada, że wstawał około 6 rano, zajmował się wymagającym kotem, a do biura w Interplay docierał między siódmą a ósmą. W pracy dzielił się domowym wypiekiem, a recepturę cynamonowego chleba zostawił nawet w komentarzach, co podkreśla jego luźne, ale pracowite podejście do dnia.
Przerwę obiadową spędzał w domu, częściowo przez wspomnianego kota, a częściowo z oszczędności. Taki rytm pozwalał mu wracać do studia i pracować dalej, aż dopełnił pełne 12 godzin przed snem.
W trakcie zaawansowanych prac nad Falloutem dni robocze wydłużały się także na weekendy, a soboty zamieniały się w spotkania z innymi twórcami, którzy przychodzili, by po prostu więcej pograć i testować. Końcowe tygodnie oznaczały pracę 7 dni w tygodniu, a zakupy po nocach o drugiej czy trzeciej stały się normą.
Cain wyjaśnia, że nie był do tego zmuszany przez nikogo w studiu. Jak podkreśla, zespół robił to, ponieważ kochał projekt i chciał dowieźć grę w takiej formie, w jaką wierzył.
Dziś cieszy się, że branża się zmieniła. Wspomnienia wciąż wywołują uśmiech
Współtwórca serii przyznaje, że taki tryb nie był zdrowy i cieszy się z obecnych standardów pracy w gamedevie. Jednocześnie nazywa tamten okres niesamowitym doświadczeniem, które trudno porównać z czymkolwiek innym.
Poniżej materiał, w którym Tim Cain omawia kulisy pracy nad pierwszym Falloutem:
Na koniec Cain zachęca, aby w pracy szukać projektów, które uruchamiają podobną energię i zaangażowanie. W jego ocenie to różnica między narzuconym tempem pracy, a oddaniem z wyboru, które może dać wyjątkową satysfakcję.