Były loremaster Bethesdy i współautor Skyrima uważa, że Starfield nie skleił się w jedną całość. Winą obarcza rozrost studia i ograniczony czas, jaki Todd Howard mógł poświęcić bezpośrednio grze.

Za duże studio, za mało Todda Howarda. Tak ucierpiał Starfield

Według Kurta Kuhlmanna, który pracował przy Skyrimie jako współlead, Bethesda Game Studios urosło do skali, w której kluczowi liderzy mieli mniej bezpośredniego wpływu na codzienną produkcję. Jego zdaniem właśnie wtedy zabrakło spójnej wizji, która wcześniej napędzała hity w stylu Morrowinda i Skyrima.

W czasach Skyrima liderzy pracowali ramię w ramię z projektantami zadań i zespołami, co sprzyjało szybkim decyzjom i jednolitości kierunku. Po latach liczba osób decyzyjnych wzrosła, dołączyli szefowie studiów i producenci z wielu oddziałów, a to oznaczało zbyt wielu liderów na jeden projekt.

Gra była gotowa, ale nie najlepsza

Kuhlmann ocenia, że Starfield dało się wydać i tak się stało, lecz produkcja nie uformowała jednolitej tożsamości. W efekcie starcia wielu wizji sprawiły, że część elementów przestała ze sobą współgrać, a całość nie w pełni się skleiła.

W jego opinii Todd Howard pozostaje świetnym szefem projektu, jednak obowiązki wynikające z rozwoju BGS wielokrotnie odciągały go od pracy bezpośrednio nad grą. To, jak twierdzi, było odczuwalne, bo najlepsze decyzje zapadają, gdy kluczowy lider jest gdy go brakowało przy projekcie.

Co dalej z The Elder Scrolls 6? Nadzieje i obawy po Starfieldzie

TES 6 wciąż jest odległe, dlatego pozostaje nadzieja, że studio wyciągnęło wnioski po chłodniejszym przyjęciu Starfield. Pytanie brzmi, czy przy obecnej skali firmy uda się utrzymanie wyraźnej wizji przez cały cykl produkcyjny.

Problem może dotyczyć nie tylko Bethesdy, ale i szerzej całej branży AAA, gdzie publiczne spółki stale rosną i rozbudowują struktury. W takich warunkach łatwo stracić skalę korporacji z oczu tego, co nadaje grom unikatowy charakter.

Źródło: GamesRadar