Plazmy zachwycały głęboką czernią i płynnością ruchu, ale nie przetrwały starcia z rynkiem. Zaważyły koszty energii, trudna produkcja i rozpowszechnienie rozdzielczości 4K. Ostatecznie ich miejsce zajął OLED.
Plazma czarowała obrazem, ale technologia miała wady trudne do wyeliminowania
Dla wielu widzów plazma była wzorcem kinowej jakości, z naturalnym kontrastem i szerokimi kątami widzenia. Problemem okazał się wysoki pobór prądu, który przy typowych przekątnych 50 cali często przewyższał LCD o kilkadziesiąt do nawet kilkuset watów.
Oznaczało to więcej ciepła, częstsze działanie ograniczników jasności i gorsze noty na etykietach efektywności. Gdy normy energetyczne w Europie zaczęły się zaostrzać, plazmy przegrywały testy i traciły miejsce na sklepowych półkach.
Wypalanie i starzenie luminoforów
Ekrany plazmowe korzystały z komórek gazowych i warstwy fluorescencyjnej (luminoforów), która z czasem traciła jasność wskutek naturalnego zużycia materiału. Dochodziła też obawa o wypalania elementów statycznych, takich jak logotypy stacji telewizyjnych, a także zjawiska tymczasowego utrwalania obrazu (image retention), które mogło być widoczne po dłuższym wyświetlaniu jednego wzoru. Warto jednak zaznaczyć, że w wielu przypadkach utrwalanie to miało charakter przejściowy i ustępowało po pewnym czasie normalnego użytkowania, natomiast trwałe wypalenie występowało głównie przy długotrwałym wyświetlaniu statycznych treści przy wysokiej jasności. Pierwsze telewizory OLED miały problemy podobne do plazm, ale nie identyczne i dziś są one znacznie lepiej opanowane.
Dochodziły też kwestie wagi i gabarytów, a w większych modelach także hałasu związanego z chłodzeniem. Dla rodzinnego salonu wygodniejsze okazywały się lżejsze panele LCD z podświetleniem LED, które szybciej taniały i miały mniej codziennych „haczyków”.
Produkcja plazm była kosztowna i trudna do skalowania. Tymczasem linie LCD zwiększały moce i obniżały ceny
Wytwarzanie paneli plazmowych wymagało precyzji, specjalistycznych materiałów i wysokich kosztów montażu. Równolegle fabryki LCD biły rekordy wydajności, co przełożyło się na spadek cen praktycznie w każdym kwartale.
Różnica była już widoczna przy kasie, dlatego masowy klient wybierał tańsze alternatywy. Marki kojarzone z plazmą zaczęły zamykać linie produkcyjne, koncentrując się na tańszych ekranach.
4K dobiło plazmy
Wejście 4K wymagało mniejszych komórek i wyższej precyzji, co windowało koszty i zwiększało zużycie prądu. Producenci oceniali, że masowa produkcja plazm 4K byłaby nieopłacalna, a rachunki za energię zniechęciłyby większość kupujących.
Dodatkowym tłem były regulacje efektywności, które już kilka lat później odbiły się na telewizorach 8K. Przemysł poszedł tam, gdzie dało się szybciej poprawić wydajność energetyczną, czyli w stronę LCD i OLED.
Następcą plazm został OLED. Zachował zalety czerni i kontrastu, eliminując największe bolączki
OLED, podobnie jak plazma, emituje światło bez klasycznego podświetlenia, co sprzyja idealnej czerni i wysokiemu kontrastowi. Dzięki temu oferuje „plazmowy” charakter obrazu przy niższym zużyciu energii i w smukłej obudowie.
Ryzyko trwałego wypalania nadal istnieje, ale producenci stosują zabezpieczenia i zarządzanie panelem. Najważniejsze, że OLED od początku dobrze „dogadał się” z 4K, a dziś radzi sobie także z większymi przekątnymi i większym odświeżaniem obrazu.